wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 6






Przyciskałem kurczowo zeszyt to mojej klatki piersiowej, wciąż nie mogą uwierzyć, że go odnalazłem… albo inaczej… że ktoś go odnalazł i był na tyle miły, że go zwrócił. Wciąż nie mogłem w to uwierzyć. Myślałem, że to jakiś sen, a tak naprawdę wszystkie moje sekrety zostały ujawnione, a ja byłem skończony.

Ale ten przemiły chłopak nie przeczytał nic. Ani zdania. A do tego…

Sam nie wiem. To było dziwne, gdy uciekł z biblioteki. Może był nieśmiały? Albo bał się mojej reakcji? Cokolwiek  to było, miałem nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy. Wychodziło na to, że musiał być z tego samego uniwersytetu. Byłem ciekaw, co studiuje.

Jednak raczej bardziej byłem skupiony na parze szmaragdowozielonych oczu, które przez może nie więcej niż dwie sekundy przeszywały mnie na wskroś. To było coś… magicznego. Te długie rzęsy, ten strach, to zaskoczenie…nie potrafiłem zebrać myśli. A do tego pojawiło się to nieznane mi wcześniej uczucie, rozchodzące się gdzieś w okolicy brzucha, jakby mój pępek zasysał powietrze, robiąc dziurę w moich wnętrznościach.

Za wszelką cenę musiałem się dowiedzieć, kim był ten intrygujący Babycakes.

Nawet jeśli nie miał być taki jak ja.

***

Pisząc do niego czułem się trochę dziwnie. I pewnie on też nie potrafił się do tego przyzwyczaić. Szczególnie po moim ostatnim sms-ie milczał jak zaklęty, ponad dwie godziny, aż zacząłem się bać. Siedząc na małym krześle w przedszkolu, próbowałem wmówić sobie, że Harry na pewno mi odpisze. Ale nie napisał, chociaż zaklinałem i przeklinałem mój telefon na wszystkie możliwe sposoby.

Jednak od nadal wydawał się być niewzruszony moimi wahaniami emocjonalnymi i uparcie wskazywał, że nie mam żadnych nowych wiadomości. Czy to ma być jakiś żart? Bo jeśli tak, to trochę kiepski!

Wstałem i zacząłem chodzić, wydeptując na i tak wytartej wykładzinie, pokaźnej wielkości kółko. Denerwowałem się. Cholernie się denerwowałem. A co, jeśli już się do mnie nie odezwie? Chyba bym tego nie przeżył!

Jeden z przedszkolaków pociągnął mnie za rękaw swetra, ale nie od razu zwróciłem na niego swoją uwagę. Z pozornie wesołym uśmiechem spojrzałem w dół na małego brzdąca, który trzymał w rączce figurkę z gliny. Glina należała do zmory wszystkich pracowników, zajmujących się dziećmi, na równi z farbami. Po zajęciach plastycznych, w których główną rolę grała glina, siedziałem z dzieciakami prawie pół godziny w łazience, by je w miarę domyć. Co czasami było bardzo trudne.

- Tak, Billy? – zwróciłem się grzecznie do chłopczyka, uważając, żeby samemu nie zostać ubrudzonym gliną.

- Mam dla ćebie ćołg – wyciągnął w moją stronę rączkę w której trzymał, no nie ukrywajmy… zwykłą kulkę gliny… o, nie, cofam, ten czołg miał jednak lufę do strzelania; kit, że trochę krzywą…

- Oo, jak miło z twojej strony – przyjąłem prezent, od razu żałując, gdy tylko mokre „coś” dotknęło mojej ręki – Wezmę do domu! Inni będą pękać z zazdrości!

Billy klasnął w dłonie i pobiegł z powrotem do stolika, zaczynając chwalić się swoim kolegom; coś czułem, że dziś dostanę więcej niż jedną… hm, figurkę. I jak zwykle nie będę miał serca tego wyrzucać i zaśmiecą mi całą lodówkę i inne dziwniejsze miejsca. Jak zwykle; Louis Tomlinson chyba nie potrafi nikomu odmówić, szczególnie swoim podopiecznym.

Uniosłem brwi, gdy w drzwiach sali pojawiła się znajoma sylwetka Liama. Wyjrzał niepewnie, a gdy mnie dostrzegł, od razu ruszył w moim kierunku, zręcznie lawirując pomiędzy dziećmi i uważając, by ich nie potrącić. Na jego skórzanej kurtce zauważyłem krople wody – pewnie padało; nie zauważyłem tego, gdyż byłem zbyt zajęty użalaniem się nad sobą.

- Hej, stary – uścisnęliśmy sobie dłonie – Co tak sterczysz z tym kawałkiem gliny i komórką, wpatrując się w nią jak zbity pies?

Wzruszyłem ramionami.

- Chyba powinienem cię zapytać, co ty tu robisz? Dziś nie ma Danielle – zauważyłem spostrzegawczo, a Liam zarumienił się lekko na wzmiankę o dziewczynie.

- Wiem – wymamrotał, nagle zmieszany – Ale tak jakoś… muszę z kimś pogadać. A mimo wszystko znam się z tobą dłużej niż z Niallem.

- Dawaj – usiadłem ponownie na za małym, na mój ogromny, ale kształtny tyłeczek, krześle.

Liam przykucnął przy ścianie, trąc kark.

- Chodzi oczywiście… - zaczął, ale mu przerwałem:

-… O Danielle, tak Liam zdążyłem już załapać.

Liam uderzył mnie zaczepnie w ramię, a ja udałem, że bardzo mnie to zabolało.

- Okej – odetchnął, nie bardzo wiedząc od czego zacząć – chodzi o to… że pocałowałem ją na naszej randce i się do mnie nie odzywa.

Westchnąłem, pocierając wewnętrzną częścią ręki policzka. Nie miałem pojęcia, jak powinienem mu doradzić. Danielle należała do tego typu osób, które zbyt łatwo ulegają uczuciom i pewnie teraz wypłakuje się w poduszkę, bo nie ma pojęcia, co powinna zrobić.

- Wiesz… - zacząłem, masując kark – myślę, że powinieneś dać jej czas. Albo podjedź pod jej dom i stercz tam tak długo, aż ci otworzy – zażartowałem, ale po twarzy Liama wywnioskowałem, że jest gotowy do zrobienia tego, co powiedziałem.

- Myślisz, że to coś da?

- A zależy ci na niej? – zapytałem wprost, a Liam tylko pokiwał głową, mając minę przybitego szczeniaka; ogólnie z zachowania i gestów wyglądał… no jak szczeniaczek labradora. – Więc próbuj, do skutku. Jeśli na kimś ci zależy, nie rezygnuj.

Liam przez chwilę bawił się swoimi palcami, po czym nabrał głośno powietrza do płuc i poklepał mnie po ramieniu. Jego twarz rozpromienił lekki uśmiech.

- Dzięki, Lou, prawdziwy z ciebie przyjaciel. Potrzebowałem kogoś, kto powiedziałby, że to ma jakikolwiek sens – przyznał Liam, wyciągając komórkę z kieszeni, by zając czymś ręce – gdy pytałem o to Nialla lub Harry’ego…

Zmarszczyłem brwi.

- Kim jest Harry? – przerwałem Liamowi, zdezorientowany.

- Moim nowym współlokatorem… - wyjaśnił, po czym wrócił do istoty swojego monologu – wracając, Niall i Harry jakoś nie potrafili mi powiedzieć, co powinienem zrobić. Niall zajął się jedzeniem, a Harry był poddenerwowany, więc przez większość czasu milczał jak zaklęty, trochę dziwny dzieciak, ale lubię go… Jednak, sam nie wiem, czuję, że nie dogadamy się, jest taki… inny. Jakby bojaźliwy, ale jednocześnie bezczelny…

- Wydaje mi się, czy miałeś gadać o swoim „związku” z Danielle, zamiast o swoim nowym współlokatorze? – zaśmiałem się, przyjmując kolejny prezent od dziecka.

Liam również wybuchnął krótkim śmiechem.

- Racja, trochę się zagalopowałem. Wybacz, ale Harry jest… dziwny…

- I nie potrafisz go rozgryźć – dodałem, odkładając gliniane figurki na szafkę – znam cię, Liamie Payne i wiem, co chcesz zrobić. Zostaw biedaka w spokoju i nie naciskaj. Może po prostu jest nieśmiały?

Liam pokręcił przecząco głową.

- Chodzi o coś… więcej.

Uniosłem brew ze zdziwienia. Do kiedy Liam bawił się w psychologa? Pewnie znowu przeczytał za dużo opowieści kryminalnych… kiedyś wparuję do jego pokoju i zgarnę wszystkie te książki z jego półek, przysięgam…

Podskoczyłem, gdy wyciszony telefon zawibrował mi w kieszeni.

Od: Babycakes 15:08
Kiedy i gdzie?

Serce zabiło mi szybciej. Ukradkiem spojrzałem na Liam’a, a następnie zauważyłem, że palce, które zawisły nad dotykowym ekranem drżą lekko. Liam, przekrzywiając głowę na bok, dał mi do zrozumienia, że zaciekawił się, co było powodem mojej nagłej reakcji.

- Co jest, Lou? Eleanor napisała?

Pokręciłem przecząco głową,  nie mogąc wyksztusić słowa.

- Popilnujesz na chwilę dzieci? Muszę wykonać szybki telefon. Teraz - wstałem i nie czekając na odpowiedź Liam’a popędziłem do męskiej toalety, zamykając się na klucz. Z urywanym oddechem oparłem się o drzwi z listwy i usiadłem na podłodze.

Do: Babycakes 15:14
Mogę do Ciebie zadzwonić? Proszę.

Od: Babycakes 15:16
Dlaczego?

Do: Babycakes 15:17
Chcę usłyszeć twój głos… x

Od: Babycakes 15:19
To nie jest najlepszy pomysł.

Warknąłem. Tak bardzo chciałem usłyszeć głos Babycakes na żywo, by upewnić się, że jest tak prawdziwy; jak na razie wydawał mi się po prostu zbyt nierealny.

Od: Babycakes 15:21
Pasuje Ci jutro o 18:00? W Starbucks przy naszej uczelni? x

Do: Babycakes 15:22
Tak. Będę na pewno. xx

Zanurzyłem twarz w dłoniach, wzdychając cicho, jakby to miało naprawić czyny, do których popchnęła mnie moja lekkomyślność i naiwność. Co ja najlepszego robiłem… Gdybym chociaż go znał, ale nie, był dla mnie obcym człowiekiem, a jedyne, co widziałem, to te zielone oczy. Te cudownie zielone oczy… Uderzyłem pięścią w podłogę, na tyle lekko, że nie zabolało zbyt mocno.

Byłem idiotą.

I musiałem poprosić Dani, by zastąpiła mnie w pracy.

Gdy wychodziłem z łazienki miałem już ułożony plan działania… a chyba nie powinienem, co?

***

Siedziałem w Starbucks, popijając zieloną herbatę i przepisując na czysto notatki. Zawsze gryzmoliłem podczas wykładów, bo nie miałem jakiegoś zacięcia, by notować to składniej. Jednak, gdy tylko miałem chwilę wolnego czasu, od razu siadałem i razem z moim „przyjacielem” podręcznikiem, uzupełnialiśmy to, czego nie zdążyłem zapisać. Tym razem moje zapiski ograniczały się do minimum. Nie dlatego, że nie słuchałem, ale dlatego, że nasz nauczyciel od psychologii zaczął ciekawą dyskusję z kilkoma uczniami, którzy specjalnie zabierali mu czas. Nie kazał nam na szczęście zostać po lekcjach, chwała mu za to.

Nigdy nie należałem do tych, którzy ubóstwiają kawę, ale musiałem przyznać, że herbata, którą mi podano, smakowała wyśmienicie. Upiłem kolejne dwa łyki, podkreślając zakreślaczem, drugą ręką, jakiś ważny fragment w podręczniku.

I wtedy ktoś wszedł do kawiarni.

Jako, że padało, jego brązowe, kręcone włosy lekko przyklapły. Potrząsnął głową, jak mały szczeniak, starając się „osuszyć” z resztek wody. Rozluźnił szalik, zaplątany wokół jego szyi i od razu podszedł do lady. Nie słyszałem, co zamawia, ale zapewne to nie był on… nie widziałem jeszcze jego oczu, które były jego wizytówką. Tak, te dwa szmaragdy były niepowtarzalnie piękne…

Ponownie pochyliłem się nad notatkami, układając je w dwa stosiki – te, które już przepisałem i te, które nadal owego przepisania wymagały. Zanim zdążyłem ładnie napisać dwa zdania, na moje kartki rzucił się wielki cień.

- Hej – usłyszałem lekko chrapliwy, ale łagodny głos – Mogę się dosiąść?

- Emm… jasne – nawet nie spojrzałem na posiadacza głosu, machając ręką.

Nadal czekałem na Babycakes… to nic, że przyszedłem prawie godzinę wcześniej… i tak się nie pojawi. Wiedziałem to, czułem to w swoich kościach…

Zamrugałem oczami, starając się skupić na tekście, podczas, gdy nieznajomy zdjął kurtkę i przewiesił ją przez oparcie oraz przyniósł swoje zamówienie. Wielka latte pachniała korzennymi przyprawami, że aż nie mogłem się powstrzymać, by zaciągnąć się zapachem, unosząc głowę.

 I wtedy zamarłem.

Chłopak z loczkami wpatrywał się we mnie z uśmiechem na pełnych ustach, mieszając w swojej kawie. Płynność jego ruchów była aż kobieca; taka delikatna i wysublimowana. Był jeszcze ładniejszy, niż myślałem – jednak ile człowiek może wywnioskować, widząc jedynie tył danej osoby? Przeniosłem wzrok z ust, wyżej.

Te oczy…

Wszędzie bym je poznał.


---------------------------------------------

Więęęęc... to jeden z dwóch blogów, na które mam wenę. Naprawdę, kiepsko mi ostatnio idzie z pisaniem, staram się ale mi nie wychodzi...

A I MAM JESZCZE JEDNĄ PROŚBĘ. NIE LUBIĘ SPAMÓW GDZIEKOLWIEK NA MOICH BLOGACH. TO MNIE DENERWUJE, ŻE KTOŚ PISZE W KOMENTARZU: " FAJNE, WEJDZIESZ...." BO TAK NAPRAWDĘ PEWNIE NIE CZYTAŁ ROZDZIAŁU ITP. BĘDĘ TAKIE KOMENTARZE OD TERAZ USUWAĆ. MOJE BLOGI TO NIE TABLICE OGŁOSZEŃ. AMEN.

Do następnego! Prawdopodobnie na blogu o Niall'u. xx

21 komentarzy:

  1. Dzisiaj wchodze na blogera, a ten mi pokazuje, ze jest nowy rozdzial, ze nie wiedzialam, ze to Twoj pomyslalam, ze jakies nudne cos. Wchodze, a tu takie omg. Spowodowalas usmiech na mojej buzi w ten wieczorny wtorek przy nauce wosu. Louis ogolnie strasznie tutaj pasuje jako "przedszkolanka". Mam nadzieje, ze sie polubia od razu, bez zbednych sytuacji. A o jakim blogu o Niallu mowisz? Masz jeszcze drugiego? Jak tak to podaj adres;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne, wejdziesz: royal-life-with-one-direction.blogspot.com ?
    Przepraszam, to było silniejsze ode mnie xD

    Czołg z gliny? Dlaczego Louis ma czołg z gliny, a ja nie? A kij, on ma czołg, a ja koparko-traktor. Aye.
    Kiedy Liam wbił do przedszkola, coś przeczuwałam, że wspomni o Harrym. A jak wspomniał to... ekhm, moja reakcja była spontaniczna, lepiej nie będę pisać (spoko, monitor przeżył xD).
    Lou ma plan... Dlaczego mam przed oczami wizję, jak wsadza Hazzę do wora i wywozi gdzieś daleko? Ah, taak, może dlatego, że jestem debilem.
    Myślałam, że Harry dłużej będzie się na niego gapić, ale niee, ten go od razu poznał.
    Ale - wey hey - wreszcie się spotkali! Łuhuh, czekam z niecierpliwością na nexta (tutaj też, bardziej na blogu o Niallu, ale co tam xD).
    Of course odcinek zaczepisty, jak zwykle :D

    To ten... zdaje się, że miłych ferii, n'nie? (jeśli się mylę i nie masz teraz ferii: miłego oczekiwana na ferie xD) ^^
    No i weny życzę xxx

    OdpowiedzUsuń
  3. CU-DO-WNY. Nie wiem co masz takiego w sposobie pisania, ale przyciąga mnie to niezmiernie. Dlatego z utęsknieniem będę czekała na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam widząc nowy rozdział na tym blogu. Sama nie wiem jak to się stało, ale jakoś szczególnie przypadła mi do gustu ta historia... Może to ten Harry? Taki trochę delikatny, że chwilami wydaje mi się, że zdmuchnie go życie... A może Louis z tymi swoimi tajemnicami w zeszycie, którego zdecydowanie powinien lepiej pilnować...
      To jak opisałaś zachowanie Lou wobec dzieci, jego myśli... Aż szkoda, że woli Harry'ego ;)
      Liam i jego rozterki... Mam nadzieję, że ułoży mu się z Danielle i że jakoś przekona się go Hazzy.
      Zastanawiam się dlaczego Harry nie chciał by Louis do niego zadzwonił? Przecież chwile później sam zaproponował spotkanie... i przyszedł! Przez chwilę bałam się, że nie przyjdzie...
      Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Chciałabym... No dobra, nie będę wymyślać. Po prostu chcę wiedzieć, jak będzie.
      Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :)

      @KateStylees
      http://1d-my-little-mystery-girl.blogspot.co.uk/

      Usuń
  4. Prze-prze-niesamowite. Nie mam weny na pisanie jakiegoś specjalnie długiego koma, ale cieszę się, że dodałaś rozdział. Twoje pisanie jest dla mnie jak narkotyk- uzależnia. Nie mogę się doczekać następnego!
    Buziaczki:***
    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  5. JASVBLJVFDKLNVJKFLNDJVKLFCBJSKZLVBFJDKLVBDFJZKSLBJFVDKZLNVFJKDLZBVFHJKSZLB SPOTKALI SIE!!!!!!! NDJKSALVNJDFNLJVNSEDLKVC.NM.ZDNFKXC

    mniej więcej tak to wyglądało kiedy się dowiedziałam że Hazz przyszedł na to spotkanie, bo byłam prawie pewna że go wystawi i będzie się chował za krzakami jak to na zboczeńca przystało i podglądał się Louis'emu. w każdym razie, nie myślałam że tak szybko się akcja potoczy ale za bardzo mi to nie przeszkadza bo jak zwykle rozdział jest genialny. szkoda tylko że krótszy, ale ja wiem że pewnie nie masz teraz czasu!
    już nie mogę się doczekać Liama sterczącego 24h na dobę pod domem Dani albo śpiącego na jej wycieraczce.. ahahahhahah XD
    coś czuje że jak Hazz się przyzna Liam'owi i Niall'owi że jest gejem to Liam'owi się to chyba nie spodoba. no bo może i póki co nie wie że jest homo ale już jakoś mu to nie pasuje trochę. no że jest dziwny i że tu chodzi o coś więcej.. a może właśnie on go będzie w tym wspierał tylko poprostu teraz nie rozumie jego zachowania? nie wiem, ale "znając" Ciebie i tak nas wszystkich zaszokujesz. (pozytywnie) i widzisz dzisiaj dodaję swój pierwszy nie-spóźniony komentarz BA DUM TSSSS . *brawa*
    dobra wiem, robię Ci kolejny spam i jeśli nie chce Ci się tego czytać to nie ma sprawy bo nawet ja pewnie bym tego nie czytała XD ~ Anonimek <3

    P.S
    JDKSAHLGFVKJSHJFKDSHLFJLDSAJHFDJASKZLH AAAAAAAAAAA SPOTKALI SIĘ JDKLHWJFCKVHDFJAKGVBJEFDK,LNEJKLF NIECH SIĘ UPIJĄ I PÓJDĄ SIĘ SEKSIĆ OK?!?! NKDLSVJKDFHSFVKDNSJKSDNBFVJKNSDFJKVBSJKFLBVL *zbok*
    P.P.S
    jesteś niesamowita!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże... nawet nie wiesz, jak brakowało mi takich komentarzy na moich blogach... dziękuję Ci xx *le wielki ryk i strumień wody z oczu niczym wodospad Niniagara*

      Usuń
    2. AWWWWW CIESZE SIE ŻE KOGOŚ NIE WKURWIAM DEJWKLAHCKJSDNJVCK TEŻ CIĘ KOCHAM I JEŚLI CO TO NIE PRZESZKADZA TO DALEJ BĘDĘ KOMENTOWAĆ BO CIĘ KOCHAM *O*

      Usuń
    3. P.S
      ~ Anonimek <3

      Usuń
  6. Hej! twój blog został nominowany do Liebster Award :) Więcej informacji u mnie :
    http://everythingyoudoismagic69.blogspot.com/2013/01/libster-awards.html ; )

    OdpowiedzUsuń
  7. "Siedząc na małym krześle w przedszkolu, próbowałem wmówić sobie, że Harry na pewno mi odpisze." a ja głupia myślałam, że on nie wiedział, jak ma na imię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, czasami zdarzają się takie błędy >.<

      Usuń
  8. kiedy będzie następny rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bosheeeee..ja chcę wiecej ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. jeść jeść jeść

    OdpowiedzUsuń
  11. Super naprawdę uwielbiam twój styl pisania i tą historie jest tak prawdziwa i dokładna Poproszę szybko natępny rozdział
    Pozdrawiam
    Ada
    Zapraszam historia-pewnej-koszulki-w-paski.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. aw weszłam sprawdzić czy jest coś nowego i okazało się że jestem Twoim 5000 wyświetleńcem rrr <3 ~ Anonimek <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy będzie następny ja się pytam???? Proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proszę proooooooooooooooooszę daj szybko następny
    Pozdrawiam
    Ada

    OdpowiedzUsuń
  14. Miał być w niedziele nowy rozdział a tu co? Nic nie ma ;(((((((

    OdpowiedzUsuń