piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział 5





Robiąc głęboki wdech, starałem się uspokoić swoje galopujące myśli. A było ich zdecydowanie za dużo. Po przejrzeniu pierwszych stron zeszytu tajemniczego Louis’ego Tomlinsona stwierdziłem, że jest to coś zbyt osobistego, bym mógł go tak oglądać, więc zamknąłem go i schowałem głęboko pod łóżko, by dziś go mu oddać. Tylko co miałem powiedzieć?

Hej, jestem Harry „homo/bi” Styles i jestem strasznie tobą zainteresowany, wyglądasz na naprawdę niezwykłego faceta, przynajmniej tak wywnioskowałem po twoim niesamowitym zeszycie, który jest wnikliwym odzwierciedleniem twojej duszy…

Nie, to zupełnie nie pasowało. Do tego chciałem się przyznać, że zaglądałem to zeszytu Louis’ego, co było… tak jakby naruszeniem prywatności. Co ta ciekawość robi z człowiekiem? Spróbowałem za każdym razem sformułować moje myśli inaczej, ale w większości przypadków koncentrowały się na tym, że chciałbym go przelecieć… nawet nie znając jego wyglądu. Chyba w przypadku Louis’ego nie wygląd się liczył, tylko wnętrze. I tak, mówi to Harry Styles, masowy podrywacz na kaloryferek.

Przejechałem palcami po okładce zeszytu i aż podskoczyłem, gdy grupka dziewczyn z pierwszego roku rozsiadła się przy jednym ze stolików w bibliotece, szepcząc między sobą zawzięcie i chichocząc jak pięciolatki. Wiedziałem, że chodzi im o mnie, to było takie oczywiste, że aż nudne. Od kiedy tylko się tu zjawiły, co chwilę posyłały ukradkowe ( w ich mniemaniu) spojrzenia. Nie były brzydkie, ale gdyby podeszły, jakoś nie miał bym oporów oddelegować ich z kwitkiem. Nie chciałem, by ktokolwiek rozpraszał mnie w tym konkretnym momencie.

Wydarłem z jednego z moich zeszytów kartkę i zawahałem się, zatrzymując nad nim ołówek. Chciałem coś napisać, ale nie potrafiłem dokładnie sprecyzować, co. Już wolałbym nabazgrolić byle jakie słowa, niż wydukać prosto w twarz Louis’ego nieskładne zdania. Ponownie odetchnąłem głęboko i niewiele myśląc, napisałem na kartce mój numer telefonu. Już miałem się podpisać imieniem i nazwiskiem, gdy nagle na twarzy zagościł mi diaboliczny uśmieszek i zagryzmoliłem: „Babycakes xx” pod rządkiem cyfr.

Wsunąłem kartkę na sam przód zeszytu i ze zniecierpliwieniem spojrzałem na zegar. Dochodziła jedenasta. Louis zaraz powinien się zjawić. Odchyliłem głowę, by zobaczyć, czy może ktoś nie stoi przy pani Stanford, ale była tam jedynie jakaś niska i przysadzista dziewczyna. Wystukiwałem ołówkiem rytm jakiejś piosenki, która już od dłuższego czasu chodziła mi po głowie, uderzając nim o blat stołu. Zacząłem gwizdać cicho, gdy nagle usłyszałem w tej ciszy skrzypienie starych drzwi frontowych.

Obróciłem się i serce stanęło mi w piersi, nie wybijając nawet rytmu. W drzwiach stanął niezbyt wysoki (chociaż w porównaniu do mnie nikt nie był wysoki) szatyn, ogarniając całość biblioteki swoimi niebieskimi oczami, które przeszywały wszystko, niczym lód. Mimo, że miały taki kolor, nie były wcale zimne. Wręcz przeciwnie – wesołe, ale także trochę zmartwione. Przystąpił z nogi na nogę, przygryzając swoją idealną i kształtną dolną wargę i podszedł do stanowiska bibliotekarki, która coś mu odpowiedziała i wskazała dział Ekonomii.

No tak, przecież to tam Louis ostatnio upuścił zeszyt! Poderwałem się nagle i ja złamanie karku przemierzyłem alejki, by położyć go dokładnie tak, gdzie go znalazłem. Miałem nadzieję, że dotrę tam przed Louis’m. I tak się stało. Jednak dobrze było uczęszczać na dodatkowe zajęcia z lekkoatletyki w secondary school. Odetchnąwszy, położyłem go na podłodze, zziajany, ale zadowolony. Wyprostowałem się i schowałem zza rogiem. Udając, że czegoś szukam, starałem się zobaczyć, rząd przede mną. Książki były na tyle niskie, że bez problemów zauważyłem, jak Louis biegnie i schyla się po coś, co przed chwilą sam zostawiłem.

Widziałem, jak oddycha z ulgą i przyciska zeszyt do piersi, by po chwili zmarszczyć brwi. Pewnie doszedł do tego, że nie mógł go nikt nie ruszać. Z wahaniem otworzył go na pierwszej stronie, a na podłogę wyleciała, pofrunęła moja kartka. Uśmiechnąłem się do siebie, zaciskając rękę na książkach. Wyginałem się, by cokolwiek zobaczyć. Było ciężko.

Louis otworzył szerzej oczy, gdy przeczytał, co jest na kartce. Nagle zobaczyłem, jak wyciąga z kieszeni nowoczesną komórkę  z dotykowym wyświetlaczem i wstukuje numer z kartki, a palce drżą mu niekontrolowanie. Co on chce zrobić? Zamarłem, gdy dotarło do mnie, że nie chce wysyłać sms’a, tylko zadzwonić. Przekląłem cicho, zaczynając szukać komórki w torbie. Ale było już za późno. Po bibliotece rozległy się pierwsze akordy „Sweet Disposition”. Nie mogąc znaleźć telefonu z torbie, rzuciłem się do ucieczki, a jedyne, co zobaczyłem, zanim oderwałem wzrok od sylwetki Louis’a, były jego niebieskie oczy, patrzące dokładnie w moje, z niedowierzaniem; miałem nadzieję, że nie było mnie zbytnio widać przez te książki.

 Ale nie bez powodów mówi się, że nadzieja jest matką głupców.

***

Trzymając lewą rękę głęboko w kieszeni płaszcza, a drugą ogrzewając sobie gorącym kubkiem z kawą ze Starbucks, szedłem ulicą przy Tamizie, rozkoszując się nawet ładnym, wrześniowym dniem. A przy okazji także użalałem się nad sobą i swoją nieostrożnością. Co, jeśli Louis mnie zobaczył całego? Nie chciałem tego. I  jakby było mało, nie napisał ani nie zadzwonił ponownie. Jestem głupi.

Ale przynajmniej miałem jego numer. Zapisałem kontakt po prostu jako „Louis” i tak strasznie korciło mnie, by do niego napisać. Dlaczego? Może dlatego, że gdy nasze oczy się spotkały poczułem… no właśnie, co poczułem? Taki dziwny ucisk w moim brzuchu, na który skarżą się zakochane nastolatki. Jednak ja na pewno nie byłem zakochany. Jeszcze tego mi brakowało!

Musiałem skupić się na nauce – teraz to było moim priorytetem. Kogo ja chciałem oszukać? Louis Tomlinson we własnej osobie, nieświadomie, okręcił sobie mnie wokół swojego palca do tego stopnia, że minuta nie spędzona na myśleniu o nim była minutą straconą. Coś mnie w nim pociągało, ale nie potrafiłem powiedzieć, co. Może te oczy, przeszywające do tego stopnia, że czułem się, jakby czytał mi w duszy. Czułem, że kryje się za nimi jakaś tajemnica, ale nie miałem pojęcia jaka. Musiałbym lepiej go poznać. Chciałem go lepiej poznać.

Ciekawe jak, sporo spieprzyłem wszystko w jednej chwili.

Poczułem wibracje mojej komórki i spojrzałem na ekran iPhone’a z niedowierzaniem.

Od: Louis 11:46
 Jestem ciekawy, dlaczego uciekłeś.

W tej wiadomości wyczuwałem, że Louis oczekuje ode mnie wyjaśnień. Nie byłem pewien, co wtedy mną kierowało.

Do: Louis 11:48
Nie wiem.

Tylko to przychodziło mi do głowy. Naprawdę nie wiedziałem. Za dużo sprzecznych emocji kumulowało się w mojej głowie, tyle niewypowiedzianych słów, które aż krzyczały…niemo.

Od: Louis 11:51
Wystraszyłem cię swoimi tajemnicami?

Zatkało mnie. Skąd wiedział, że trochę przeczytałem? A może myślał, że przewertowałem cały zeszyt.

Do: Louis 11:52
Nie. Po przeczytaniu pierwszego dopisku zrezygnowałem z dalszego czytania. To nie moja sprawa.

Od: Louis 11:53
Dziękuję xx

Dwa iksy na końcu wiadomości sprawiły, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Posuwałem się coraz dalej, prawie dochodząc do dzielnicy Westminister. Skręciłem w ulicę, prowadzącą do centrum, chcąc dostać się na stacje metra. Musiałem jakoś dostać się z powrotem do akademika. Na szczęście dwugodzinne zajęcia z profesor Tinner zostały odwołane, więc miałem wolne do końca dnia. Wiedziałem, że prędzej czy później pójdzie na chorobowe, bo jak długo można chodzić na wykłady z zapaleniem płuc? Wytrzymała tylko dwa dni. To i tak dużo jak na pięćdziesięcioletnią kobietę.

Zanim wszedłem do podziemi, odebrałem następną wiadomość.

Od: Louis 11:58
A mogę poznać twoje prawdziwe imię, Babycakes? X

Do: Louis 12:00
Nie… jeszcze nie. X

Od: Louis 12:01
A kiedy?

Do: Louis 12:02
 W swoim czasie, Lou, w swoim czasie :) x

Nie wiedziałem, czy powinienem tak szybko nazywać go Lou, ale to samo przyszło mi na myśl, więc, jak to ja, nie myśląc, napisałem zdrobnienie. Po tym sms’ie, nie dostałem do Louis’ego żadnych wiadomości. W spokoju dotarłem do akademika. W pokoju był tylko Liam, ślęczący przy podręcznikach, z kalkulatorem w ręce.

Przywitał mnie dopiero, po zapisaniu wyniku jednego z zadań.

-Hej, Haz, co u ciebie? Jak zajęcia?

Podczas tych trzech tygodni bardzo zżyłem się z chłopakami i nie wyobrażałem sobie życia bez nich. Uwielbiałem spędzać z nimi czas i świetnie razem się bawiliśmy, jakbyśmy znali się do wieków. Z Niallem można było imprezować do upadłego, a z Liamem rozmawiać do nocy. Obydwoje, mimo, że byli przeciwieństwami (bardzo skrajnymi) sprawiali wrażenie, jakby czytali sobie nawzajem w myślach.

- Dobrze – westchnąłem, kładąc się na łóżko, a właściwie wpadając na nie z rozbiegu.

Nieszczęsne wydało cichy zgrzyt, ale nie przejąłem się nim zbytnio. Zauważyłem, że Liam uśmiecha się jeszcze szerzej, niż zazwyczaj.

- Coś się stało? – zapytałem, a Liam obrócił się na krześle, rumieniąc się lekko, co sprawiło, że od razu wiedziałem, o co chodzi – Jaka jest?

Liam machnął ręką.

- To znajoma, ma na imię Danielle i pracuje z moim kolegą w przedszkolu – uniosłem ze zdziwieniem brwi – I jest taka… miła. – rumieńce Liama powiększały się z każdą sekundą, więc doszedłem do wniosku, że ta dziewczyna musi być naprawdę wyjątkowa – A ty, Harry, zawiesiłeś na kimś swoje oko? Jakoś nie przyprowadziłeś jeszcze nikogo do naszego pokoju czy coś…

- A, tak jakoś… nie ma nikogo interesującego – bąknąłem, od razu spinając się, co nie uszło uwadze Liama.

- Chyba jednak ktoś zawrócił ci w głowie – Liam przybliżył się do mnie na obrotowym krześle, jeżdżąc kółkami po dywanie, co było trochę trudne (kto kupuje krzesło na kółkach do takiego pokoju – zgaduję, że pewnie Niall…) – Teraz ty mi powiesz… jaka jest?

Nie j a k a, Liam, pomyślałem, przygryzając wargę, ale j a k i.

- Chyba nic z ciebie nie wyduszę, Romeo – rzekł zrezygnowany Liam po dłuższym milczeniu z mojej strony, wracając do zadań z matematyki.

Poczułem się głupio i naprawdę chciałem podzielić się z Liamem moją tajemnicą, że wolę chłopców, ale może… nie teraz. Nie, jest zdecydowanie za wcześnie. Tak, za wcześnie. Przynajmniej tak starałem to sobie tłumaczyć, chroniąc samego siebie przed… zranieniem? Wiedziałem, że nasza znajomość z Niallem i Liamem jeszcze nie wskoczyła na ten poziom, dlatego stwierdziłem, że muszę poczekać na lepszą okazję.

- Przepraszam, Liam – odezwałem się w końcu, trochę zmieszany.

- W porządku, Haz, naprawdę. Gdyby była na tyle wyjątkowa, to byś nam pewnie powiedział – Liam posłał mi ostatni uśmiech, a mi zrobiło się naprawdę głupio, jeszcze bardziej, niż poprzednio.

Moja głowa zatopiła się w poduszkę, a ja, jak nigdy wcześniej, chciałem wyparować z tego świata, zakopać się gdzieś pod ziemią, gdzie nikt by mnie nie znalazł, a w szczególności posiadacz tych niesamowicie niebieskich i zniewalających oczu, Louis Tomlinson.

- Jesteeem! – rozległ się krzyk Nialla, poprzedzony trzaskiem naszych drzwi z napisem „Lucky Room” – Mam nadzieję, że jesteście głodni, bo mam ochotę na jedzenie.

- Niall, czy ty kiedykolwiek nie masz ochoty na jedzenie? – zapytałem, a mój głosy wydawał się być zduszony przez poduszkę.

Liam zachichotał.

- Cóż… raz nie miałem, ale nie wiem, czy chcecie słuchać o tym, jak miałem grypę żołądkową – rozpocząć Niall, ale Liam przerwał mu:

- Nie, nie, nie, nie, ja na pewno mam dosyć tych twoich historii, nasłuchałem się ich w zeszłym roku, kiedy jeszcze tak dobrze się nie znaliśmy i w ogóle, więc błagam, Niall, daruj sobie.

Niall skrzyżował ramiona, a plecak, który miał przewieszony przez ramię, zakołysał się niebezpiecznie.

- Dzięki, Liam, zawsze uważałem cię za wyrozumiałego przyjaciela – rzekł sarkastycznie Niall, przytupując nogą – To co, idziemy? – dodał, zniecierpliwiony.

Z jękiem, podniosłem się z łóżka i przygładziłem sobie włosy, które i tak sterczały mi we wszystkie strony. Nie wiedziałem, co mnie podkusiło, by zapytać nagle Nialla:

- A gdzie idziemy na jedzenie?

- Do „Rosalie’s Tale”. Mają genialne żarcie – jakby dla potwierdzenia swoich słów, poklepał się po brzuchu; zamaskowałem grymas. – A co?

Pokręciłam głową na znak, że to  nic ważnego. Liam zamknął swój zeszyt od matematyki i ustał, przeciągając się. Pewnie już trochę siedział przy tym biurku, robiąc zadania. Wziął swoją kurtkę z wieszaka i spojrzał na mnie pytająco. Wstałem, chwiejąc się przez ścierpniętą lewą nogę, ale ruszyłem w stronę drzwi. Niall otworzył je, odkładając plecak, wyciągając z niego tylko portfel i przepuścił nas w drzwiach. Zakluczyłem je, wkładając pęk kluczy do kieszeni obcisłych rurek. Nagle…

Od: Louis 12:34
 Chcę cię poznać.

 
I to sprawiło, że nie potrafiłem wyrzucić Louis’ego z mojej głowy podczas obiadu.


------------------------------------------------------------

Witam, witam.... nowy Larry, jak widać! W każdym razie, jak myślicie, co będzie dalej? Komentujcie!


 

18 komentarzy:

  1. Prze-fantastyczne!!!
    Długo cię nie było. Mam nadzieję, że to z powodu pracy nad książką, a nie, że byłaś np. chora.
    Tak czy inaczej, opłacało się czekać. Rozdział jest niesamowity.
    Uwielbiam cię dziewczyno i życzę weny w dalszym pisaniu!
    Fanka,
    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę kazałaś na Siebie czekać ale opłacało się.
    Harry trochę źle postąpił uciekając z biblioteka ale ja też tak na pewno bym postąpiła.
    Czekam na next!

    http://we-london-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wreszcie! Tyle czekałam, ale dziękuję za ten rozdział. Mam nadzieję, że następny pojawi się szybciej. Życzę weny i oczywiście czasu.
    www.one-direction-ziall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały rozdział :) Zdecydowanie wynagrodził mi czas oczekiwania na niego... Wciąż chciałoby się więcej, ale nie samym opowiadaniem człowiek żyje :) Mam nadzieję, że już niedługo będziesz miała swoją wymarzoną książkę...
    A więc będą się poznawać przez sms-y... Można i tak. Zaskoczyłaś mnie kolejny raz, bo po ostatnim rozdziale wymyślałam różne scenariusze ich spotkania, ale nie wpadłam na to, że Harry po prostu ucieknie... A może spotkają się szybciej niż myślą?
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku ;)

    @KateStylees
    http://1d-my-little-mystery-girl.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  5. W sumie to Harry mógł zostawić ten zeszyt wcześniej i tylko obserwować, czy nikt go nie ukradnie, a jak zobaczył, że Louis podniósł swoją zgubę, to po prostu mógł spadać, gdzie pieprz rośnie, a nie czekać na cud, skoro i tak nie chciał się ujawnić. Bynajmniej wg mnie powinien tak zrobić, ale to je Styles, tego nie ogarniesz.
    Ogółem, to przeraża mnie, że Harry już ma coś do Louisa. Może się chłopak przejechać, a potem okaże się, że Louis nie jest taki, jak mu się wydawało i co? I złamane serce! No ale... Cóż, to jest Styles, tego nie ogarniesz (2x). Ale wcale nie wykluczam, że wszystko dobrze się potoczy, bo może Louis jest miły?
    Ale tak w sumie, to ja bym chyba wydrapała oczy, jeśli ktoś przeczytałby choć odrobinę mojego pamiętnika, Harry ma szczęście, a Louis jest strasznie wyrozumiały.
    Ale odcinek interesujący, ciekawa jestem, co wydarzy się dalej, bo "chcę cię poznać" brzmi jak groźba...

    Cheers xxx

    royal-life-with-one-direction.blogspot.com

    PS Tak tylko udowadniam, że potrafię normalnie (rzecz względna) komentować, żeby się nikt nie czepiał (heters gonna hate). Ale to już nie to samo ;c
    Dlatego też:
    ASFJEWHGIWDGRH wreszcie się spotkali, uuuuuuu! Aż się nie mogę doczekać, co z tego wyniknie, bo MUSI coś z tego być! I mówię to ja, która nie lubi czytać Larrych ^^
    To ten... Pozdro od Ivy Potejtoła und... miłego dnia (ahah, ale paradoks, bo piszę "miłego dnia" a jest prawie północ :D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie możesz mi jebnąć jakiegoś "Twojego" komentarza? Wolę dawną ciebie :D

      Usuń
    2. o, a wiesz, że ja też? spokooo, na dłuższą metę nie dam rady być poważna, także możesz przygotowywać się psychicznie na kolejny schizowy komentarz pod nowym odcinkiem na dowolnym blogu xD

      PeEs. wcale nie sprawdzam codziennie, czy odpisałaś na mój komentarz. nikt mi nic nie udowodni xD

      Usuń
    3. AAAAAAAAAHAHHAHHAHHAHAAHHA. Wcale, kochanie, wcale. :D

      PeEs. Ale za to cię kocham lol. Musimy się umówić na Skajpaja!

      Usuń
  6. Świetny, bardzo mi się podoba.Wreszcie zaczęło się coś rozwijać . Niall jak to Niall wiecznie głodny ,Liam pilny, a Larry jest po prostu doskonały ,nic nie dzieję się za szybko,ale to w sumie pozytywna cecha. Jestem wręcz pewna,że później już wszystko pójdzie z górki.Trzymam kciuki za spotkanie Larry'ego (tak wiem to dziwne,przecież to tylko fikcja,ale ok) http://wszystkootobiekochanie.blogspot.com/-zapraszam .Z góry dzięki i przepraszam za spam

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne, świetne, kocham, kocham. Mam wrażenie, że Harry bawi się z Louisem w ciuciubabkę... Tajemniczy gość z niego, nie ma co :) W sumie to już się spotkali, ale to się nie liczy, niech oni wreszcie ze sobą normalnie (nie przez smsy) porozmawiają, no!
    Ech, ja już zaczynam świrować przez te wszystkie 'gejowskie' opowiadania, ale po prostu nie mogę przestać czytać tego :)
    Dodaj szybko nowy rozdział!
    Have a nice day, babe x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Co z Twoją książką? Niecierpliwię się! :)

      Usuń
    2. Spokojnie, jak będzie coś więcej wiadomo, to o niej napiszę :D

      Usuń
  8. NBDFSJHUKVBHASJKBJHFESFBHERAKJU SUPER ŻE PISZESZ O LARRYM *O*
    NIE ZNAM CIĘ , ALE TAK BARDZO CIĘ KOCHAM AWW .

    moim zdaniem .. no nie wiem, może pierwszy raz spotka sięz Lou twarzą w twarz przez Liama? Bo w końcu Li się z nim przyjaźni , może poprosi Hazzę żeby wpadł do niego po coś bo on nie może czy coś i tu nagle takie BUUUUUUUUUUUUUUM ... nieważne, chyba nie mam zbyt dużej weny artystycznej.

    btw wiem że wkurwiam swoimi spóźnionymi komentarzami ale uważam Cię za naprawdęniesamowitą osobę. a tym że masz tu mniej czytelników niż w opowiadaniu z Carry czy jakim kolwiek innym sięnie przejmuj, bo to dopiero 5 rozdział:)
    błagam Cię pisz tego bloga przez 3278q596437285679846573892657438926578 lat i nigdy go nie kończ bo już się nim zaczynam ryć psychikę . w dobrym sensie oczywiście.
    ale ja jestrem nie ogarnięta :o
    żeby skończyć już ten monolog wiedz że jesteś świetna, Ty i wszystkie Twoje opowiadania <3 ~ Anonimek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahahha, też Cię kocham, chociaż Cię nie znam <3

      Jak to się mówi, lepiej późno niż wcale :)

      Usuń
  9. kiedy przewidujesz kolejny rozdział? moje serce usycha z tęsknoty za twoim Larrym :)

    OdpowiedzUsuń
  10. dopiero natrafiłam na Twojego bloga i usycham z tęsknoty za kolejnym rozdziałem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O jejku oni są przesłodcy ;D
    Pozdrawiam
    Ada

    OdpowiedzUsuń